Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2011

może powinnam otagować: emo

Nie mogę się do-wyrazić w języku ojczystym, może dlatego - że ojczysty.

Męczę się, piszę niedokończone piosenki. Językowe rozdroże, rozdarcie, rozstanie? Po angielsku interesujący banał, po polsku - banalne pustosłowie?

Smutno mi, jutro wyjeżdżam. Euforia re: do domuuuuu!!! Smutno, bo zostawiam wiadomo kogo, który wciąż jest w trudnej sytuacji finansowo-wizowej. Muszę skądeś wyciągnąć siłę, wiarę, nadzieję. Braku miłości nie stwierdzono.

Cóż, żem jest dobra w przetrwaniu, co już dawno wiadomo, więc myślę/mam nadzieję, że mnie ta szlachetna, definitywnie po przodkach odziedziczona cecha i tym razem nie zawiedzie. Ale niemożność pisząca trochę cienszka.

Innymi słowy dupę w troki, i wszystko inne też. Allelluja i do pakowania.....


PS: Re:Rita, przetłumaczona na kawałki (bo w jednym kawałku się dusiła) - próbuje stworzyć koherentny przekaz:


Na bezgłosiu i szept się przyda
przyda dźwięku wmuszonej ciszy
Przetransponuj mój krzyk na niższy poziom głośności

Na bezgłosiu i szept się przyda
przyda byt nieużytej krtani
przetłumacz krzyk mój na wyższy poziom godności

(dostają głos na ograniczony
użytek wyznaczony
kontraktem. Kontaktem
z rzeczywistością.)




Pani Małgosia uczy czytanki
Na uniwerek pójdzie po przerwie
Dziecięcy jazgot jedzie po nerwie
Przełyka ślinę z tłuczonej szklanki

Pani Małgosia uczy teorii
Interpretuje Wielkich Poetów
Inteligenckich apologetów
Małe kamyczki w żarnach historii

Chociaż profetów wśród nich nie brakło
Przyszłość jest inna, niż wymarzyli
Pani Małgosia jeszcze się sili
Tylko gdzie światło – światło – światło!
(Bracia poloniści, siostry polonistki
Obojętni raczej wszystkiemu i wszystkim)



hahaha.

niedziela, 3 kwietnia 2011

wiosna jest, i mi świeci

Świeci mi na świecie, i dość pogodnie. Pożeram z radością i łapczywie, karmię się muzyką, Jamie Cullum wchodzi w uszy, i smakowite kąski słów wkłada do ust. Odkrywam na nowo fascynację zmysłami - widokismakidotykiDŹWIĘKI - a zwłaszcza dźwięki, które sama, sama z siebie wydaję, które dotykają mnie tak głęboko, tak mocno, i mojo, mojo też.

Odgrzebuję przestrzenie pamięci. Nareszcie zrobiła się przestrzeń i czas. Przestrzeń oddechu, czas pracy. O wiosno, o Anno Świrszczyńska, poetycka moja patronko. W maju zeszłego roku pisałam o tobie, polska czarownico, perło samotności. Teraz tęsknię i wspominam twoją poezję. Na twoich słowach się wesprę, twoich słowach w mojej głowie, w moich włosach, muzo nieposkromiona.



Z TWOIMI RĘKAMI NA SZYI

Zajadam z zachwytem
swoją kromkę szczęścia.
Śpiąc nawet
trzymam ją mocno w ręku.

Moje sny są puszyste
jak słońce,
z którego ubito pianę.

Budzę się
z twoimi rękami na szyi.

wtorek, 22 marca 2011

ażeby potem - o wiosennej, ulotnej radości napisania :-)

Pierwszy dzień wiosny. Rita niedomyta
biegnie z esejem w zębach. Coś jej świta
że dość jej majonych żytem rozmaitem
akademickich łąk, kałuż - jest mitem
Ritowa zdolność samodzielnej pracy.
Ricie do pracy potrzebni swojacy,
grupa, inspira lub inicjatywa
tak, w kolektywach Rita się wyżywa.
Gdy pisze esej o różnorodności
w społeczeństwie Holandii i jej licznych "gości"
(tych rodem z Surynamu) na drugim kanale
uwagi o tym nie rozmawia wcale;
Fejsbuk: tam żwawo wrze postpolityka
na skajpie miłość z emotką się styka
z obsesją skrajną filozofii - Rity facet
butelką rozbiłby Sartre'owi glacę
gdyby mógł tylko. O perskich poetach
o horoskopach, kabale, podnietach
tarotycznych się mówi, rozmowa zakwita
'erotyzm oczami kobiet' Rita czyta
(Esej powstaje chyba wbrew wszystkiemu
albowiem wszystko jest przeciwko niemu).
Na znak protestu wobec masochizmu
komputer pada, ażeby się schizmą
oddzielić - o, protetyczna całości
od mózgu Rity w (nie)okazałości.
I tak to, po napisaniu szczęśliwa
Ręcznie, w zeszycie Rita się wyżywa

(ażeby potem mieć co przepisywać...)

sobota, 24 kwietnia 2010

Rita bawi się słowem i ciałem :-)

Tryptyk z ciałem

I

coś jakby pomarańcza
a może biały ser.
rozmawiam ze swym udem.
tłumaczę mu
że billboard
nie stanie się
ciałem.


II

mam ciało i ciało ma mnie
cieleśnie na jawie i we śnie
na jawie ja ciału się śnię
wstydliwie krzykliwie obleśnie (boleśnie)
a przecież gdy przejdzie przez łzy
przez poty i płyny i dreszcze
to ciało się ciągle śni mi
i we mnie ujawnić się nie chce...


III

ujarzmianie wroga:
noga.
noga mnie nie słucha:
trwoga.
żmudne ujarzmianie
uda
udo nie chce chudo:
nuda.

a gdyby się wymknąć a gdyby
tak zwiać
nieciałem się stać -
a gdyby tak uciec a gdyby tak
zbiec
nieciało - nie - mieć?

zmęczyły mnie ciała kaprysy
zarysy zmęczyły
wymogi odnośnie mej
nogi zmęczyły reformy co
do mojej formy
i normy codziennej
konformy.

od dziś absolutnie mam dość.
i złość. na każdą kość.
choć co ciało to temu winne
że ma być go: 1) mało, i 2) inne;

i po co mi służyć pomocą
tym co ciału temu przemocą idiocą
że ma się ogarnąć i streścić
by w jakiejś klateczce się zmieścić!

więc zamiast klateczki z kokardką
oddalam się żwawo a wartko
ja ciało bo jednak zostało
niesymetryczne i śliczne.

wciągam powietrze w brzuch i uch
r o z c i ą g a m s i ę n a p r z e s t r z a ł
(powieki drżą w napięciu
w tym miłym przedsięwzięciu)

i, rozstawiając łokcie
obcinam nago paznokcie.

15. 4. 10.

sobota, 10 kwietnia 2010

nie zginęło

Jakie to ciekawe, że w kulturze nic nie ginie. Okej, uproszczenie, wiele ginie. Ale nie zginęła w mojej głowie poezja Anny Świrszczyńskiej [żywe kultury bakterii myśli!], choć czytałam a) kilka wierszy b) lata temu c) w ogóle nie te, które czytam teraz, a mimo to d) w swojej twórczości odnaduję wiersze podobne (podobna metaforyka, tematyka etc.). Rzuciłam się na tę poezję łapczywie, wygłodzona, jak górski wędrowiec na źródlaną wodę. Piszę pracę roczną. Miało być o Idzie Fink (poddana przez profesora Ricie bez natchnienia), ale Ritę natchnęło. Choć Ida także ciekawa. Tamtaramtam, w każdym bądź razie przypominam wiersz jej z dawnych czasów ukochany... :-)



Gramofon grozy



Wyjechałeś. Kładę podomkę

I biorę się do porządków.


Otwieram szafę,

pod sukienkami spały

psy przerażenia.

Wypuszczam je, karmię.


Nakręcam

staroświecki żelazny gramofon grozy.

Zardzewiał, bo

nie umiałeś się z nim obchodzić.

Zawsze ręce ci drżały.


Otwieram na oścież

okno na nicość, zabiłeś je deską.

Bałeś się

przeciągów.

Kijem od szczotki

tłukę w sufit. Skaczę,

może podłoga zrobi się mniej solidna.


Teraz

wszystko jest już w porządku.

Zdrowy wiatr bezdomności

hula znów po mieszkaniu,

gramofon grozy chrypi

jakby go obdzierali ze skóry.

Przez dziurę w suficie

migoce piekło, podłoga

ugina się.


Biegam na czworakach

z psami przerażenia,

szczekamy razem.


Nareszcie znowu

żyję jak człowiek.