środa, 2 grudnia 2009
naruszenie decorum
jest coś niewłaściwego w czytaniu strony Krytyki Politycznej z towarzyszeniem muzyki Możdżera.
środa, 21 października 2009
i prawie po
Pracuję nad użalaczem - przeprogramowanie! Dziś był dzień bardziej dla mnie - posprzątałam, ugotowałam, zjadłam, obejrzałam motywacyjny film. Ile taki spokojniejszy moment może dać, prawda? A jutro - też dla siebie - jadę do Łodzi. Na rozmowę kwalifikacyjną. Bo czemu nie :) Camerimage wzywa! To jest ten rok... :) Plus, zawsze mi dobrze robią podróże, przewietrzenie głowy. I miło się do domu wraca, też.
We wtorek występ. Nad nim też pracuję. I spodziewam się naprawdę dobrych efektów.
Idę dziś wcześnie spać (pociąg o 5 rano!!! :) Miłego wieczoru życzę - sobie i prawdopodobnie nieistniejącej-lecz-zakładanej publiczności czytającej... (hm. Taki Eco zakłada czytelnika idealnego, a ja - nawet pisząc - publiczność idealną. I co to mówi, hm? :)
We wtorek występ. Nad nim też pracuję. I spodziewam się naprawdę dobrych efektów.
Idę dziś wcześnie spać (pociąg o 5 rano!!! :) Miłego wieczoru życzę - sobie i prawdopodobnie nieistniejącej-lecz-zakładanej publiczności czytającej... (hm. Taki Eco zakłada czytelnika idealnego, a ja - nawet pisząc - publiczność idealną. I co to mówi, hm? :)
poniedziałek, 19 października 2009
użalacz
Włączył mi się użalacz. Jestem zła na siebie. Co robić, co robić?
Z jakiejś przyczyny mam problem z występami publicznymi. Zatyka mnie trema, drżą ręce, mam pustkę w głowie, to, co zawsze przychodziło łatwo, teraz sprawia mi trudność. I włącza mi się złość - wściekłość! - którą kieruję na siebie. A przecież jeśli coś się dzieje, to są powody. Takie rzeczy nie biorą się z powietrza.
Czuję ból w sztywnych rękach, jakbym miała popis w szkole muzycznej - jedyny rodzaj występów, których nie lubiłam, nie byłam w nich dobra. Czy nie jestem dobra w prelekcjach do filmów? Zależy od filmów. Może muszę zacząć zapisywać to, co mówię. Nie podoba mi się to, bo nigdy nie było takiej potrzeby. :(
Napięcie osiadło w ciele. Czy martwię się o nadchodzący proces alimentacyjny? czuję się niekompetentna/ brak mi wiary w siebie? nie wiem, jest niepokój i użalacz. Mam ochotę przestać występować całkowicie, dać sobie spokój, ale tego właśnie nie zrobię. Występy to jedna z największych znanych mi radości i nie oddam jej tak po prostu.
Z jakiejś przyczyny mam problem z występami publicznymi. Zatyka mnie trema, drżą ręce, mam pustkę w głowie, to, co zawsze przychodziło łatwo, teraz sprawia mi trudność. I włącza mi się złość - wściekłość! - którą kieruję na siebie. A przecież jeśli coś się dzieje, to są powody. Takie rzeczy nie biorą się z powietrza.
Czuję ból w sztywnych rękach, jakbym miała popis w szkole muzycznej - jedyny rodzaj występów, których nie lubiłam, nie byłam w nich dobra. Czy nie jestem dobra w prelekcjach do filmów? Zależy od filmów. Może muszę zacząć zapisywać to, co mówię. Nie podoba mi się to, bo nigdy nie było takiej potrzeby. :(
Napięcie osiadło w ciele. Czy martwię się o nadchodzący proces alimentacyjny? czuję się niekompetentna/ brak mi wiary w siebie? nie wiem, jest niepokój i użalacz. Mam ochotę przestać występować całkowicie, dać sobie spokój, ale tego właśnie nie zrobię. Występy to jedna z największych znanych mi radości i nie oddam jej tak po prostu.
sobota, 17 października 2009
Między młotem a kowadłem
Po czym poznać, że jest się trans?
Nie śmiej się, to poważne pytanie, na które - po zastanowieniu - nie znajduję odpowiedzi. Czy moje prywatne 'trans' już się kwalifikuje pod jakiś -izm czy nie?
Zawrócę na chwilę i wyjaśnię korzenie mojego pytania.
Czasem czuję się mężczyzną. Trudno to jednoznacznie wyjaśnić. Z jednej strony, żyję w społeczeństwie, gdzie role płciowe są określone w sposób binarny (jeśli coś nie jest kobiece, jest męskie i odwrotnie): czuję zatem sprzeciw, gdy zachowuję się w sposób 'męski' ("to nie spodoba się otoczeniu"); sprzeciw ten jest represją, wewnętrznym strażnikiem. Niestety, czuję też sprzeciw, gdy zachowuję się w sposób pejoratywnie kobiecy (np. jestem nieasertywna, nieśmiała, skulona i stłumiona). To, tak się składa, nie podoba się mnie samej, sprzeciw zatem byłby buntem mego "prawdziwego" "ja". Zakładając, oczywiście, istnienie 'ja', bo że spójna tożsamość jest nadal w budowie, ten post wyraźnie pokazuje.
Z drugiej strony, obcuję z literaturą i kulturą o tematyce genderowej. Gdy nie opisuje ona społecznych reperkusji dowolnie definiowanej Inności, można ją podsumować hasłem "wszystko jest możliwe". Welcome to gender buffet - all you can eat.
Sprawdziłam definicje na wikipedii. Transwestytyzm o typie podwójnej roli (tu wpisuje się moja fascynacja drag king); transwestytyzm fetyszystyczny (niekoniecznie), transseksualizm (i tu znów wahanie...). Pomijając już nawet specyficzne erotyczne smaki, temat jest niejasny. Niejasność zaś, z kolei, nie jest prosta.
Zdaję sobie sprawę, że chęć opowiedzenia się po jednej stronie barykady jest właśnie efektem tej społecznej binarności, wszczepionej mi od najmłodszych lat. Płeć w społeczeństwie definiowana jest przez performatywność (np. ubieranie się jak kobieta) i pożądanie (koniecznie płci przeciwnej). Stąd lesbijka w zbiorowym umyśle jest mężczyzną (pragnie kobiet) i odwrotnie. Transwestytyzm o typie podwójnej roli zaspokaja też emocjonalne potrzeby ludzi - akt 'stawania się' płcią 'przeciwną' pozwala na typy zachowań, na które trudno sobie pozwolić w 'codziennej skórze'. Uwalnia. Daje nowy kontekst. Pozwala doświadczyć inności.
Co z tego wynika? Przypomina się opowieść Foucalta o Herkulinie, hermafrodycie. W idealnym społeczeństwie utopii (gdzie nie byłoby stereotypów, choć nie wiem, co zamiast nich ułatwiałoby ogarnianie rzeczywistości) Herkulina mogłaby żyć dokładnie taka, jaka była. Być może i ci, którzy w naszym społeczeństwie zmieniają płeć, nie czuliby tej palącej inności, niewygody niewłaściwego ciała. Mogliby akceptować to, kim są. Być może istnieją 'esencje' kobiecości i męskości, ale może to też być stadnym praniem mózgu. Cokolwiek jest 'prawdą' i racją dla każdego i każdej z nas, doświadczenie inności jest czymś, co polecam. Warto poszerzać perspektywę.
Nie śmiej się, to poważne pytanie, na które - po zastanowieniu - nie znajduję odpowiedzi. Czy moje prywatne 'trans' już się kwalifikuje pod jakiś -izm czy nie?
Zawrócę na chwilę i wyjaśnię korzenie mojego pytania.
Czasem czuję się mężczyzną. Trudno to jednoznacznie wyjaśnić. Z jednej strony, żyję w społeczeństwie, gdzie role płciowe są określone w sposób binarny (jeśli coś nie jest kobiece, jest męskie i odwrotnie): czuję zatem sprzeciw, gdy zachowuję się w sposób 'męski' ("to nie spodoba się otoczeniu"); sprzeciw ten jest represją, wewnętrznym strażnikiem. Niestety, czuję też sprzeciw, gdy zachowuję się w sposób pejoratywnie kobiecy (np. jestem nieasertywna, nieśmiała, skulona i stłumiona). To, tak się składa, nie podoba się mnie samej, sprzeciw zatem byłby buntem mego "prawdziwego" "ja". Zakładając, oczywiście, istnienie 'ja', bo że spójna tożsamość jest nadal w budowie, ten post wyraźnie pokazuje.
Z drugiej strony, obcuję z literaturą i kulturą o tematyce genderowej. Gdy nie opisuje ona społecznych reperkusji dowolnie definiowanej Inności, można ją podsumować hasłem "wszystko jest możliwe". Welcome to gender buffet - all you can eat.
Sprawdziłam definicje na wikipedii. Transwestytyzm o typie podwójnej roli (tu wpisuje się moja fascynacja drag king); transwestytyzm fetyszystyczny (niekoniecznie), transseksualizm (i tu znów wahanie...). Pomijając już nawet specyficzne erotyczne smaki, temat jest niejasny. Niejasność zaś, z kolei, nie jest prosta.
Zdaję sobie sprawę, że chęć opowiedzenia się po jednej stronie barykady jest właśnie efektem tej społecznej binarności, wszczepionej mi od najmłodszych lat. Płeć w społeczeństwie definiowana jest przez performatywność (np. ubieranie się jak kobieta) i pożądanie (koniecznie płci przeciwnej). Stąd lesbijka w zbiorowym umyśle jest mężczyzną (pragnie kobiet) i odwrotnie. Transwestytyzm o typie podwójnej roli zaspokaja też emocjonalne potrzeby ludzi - akt 'stawania się' płcią 'przeciwną' pozwala na typy zachowań, na które trudno sobie pozwolić w 'codziennej skórze'. Uwalnia. Daje nowy kontekst. Pozwala doświadczyć inności.
Co z tego wynika? Przypomina się opowieść Foucalta o Herkulinie, hermafrodycie. W idealnym społeczeństwie utopii (gdzie nie byłoby stereotypów, choć nie wiem, co zamiast nich ułatwiałoby ogarnianie rzeczywistości) Herkulina mogłaby żyć dokładnie taka, jaka była. Być może i ci, którzy w naszym społeczeństwie zmieniają płeć, nie czuliby tej palącej inności, niewygody niewłaściwego ciała. Mogliby akceptować to, kim są. Być może istnieją 'esencje' kobiecości i męskości, ale może to też być stadnym praniem mózgu. Cokolwiek jest 'prawdą' i racją dla każdego i każdej z nas, doświadczenie inności jest czymś, co polecam. Warto poszerzać perspektywę.
poniedziałek, 5 października 2009
wizyta starych znajomych
drżączka gorączka rządzi moim ciałem. Niedoskonałe. Niedoskonałe. Wciąż niedoskonałe!
Znacie to uczucie?
Są dni, gdy zanika we mnie pewność siebie, a zwłaszcza myśl, że wiem, co robię. Plany na przyszłość chwieją się niebezpiecznie, lęk przebiega zimną dłonią po karku. Trzęsę się wtedy, dotknięta.
Dziwny to stan. Dzięki niemu doceniam ulgę i spokój, które spływają, gdy tylko stawię lękowi czoło. Dzięki niemu łatwiej mi bronić swoich wizji, bo sama zwątpiłam w nie i uwierzyłam wiele razy, i dobrze znam wszystkie czynniki i argumenty. Pozwala mi docenić, jak bardzo chcę.
Znacie to uczucie?
Są dni, gdy zanika we mnie pewność siebie, a zwłaszcza myśl, że wiem, co robię. Plany na przyszłość chwieją się niebezpiecznie, lęk przebiega zimną dłonią po karku. Trzęsę się wtedy, dotknięta.
Dziwny to stan. Dzięki niemu doceniam ulgę i spokój, które spływają, gdy tylko stawię lękowi czoło. Dzięki niemu łatwiej mi bronić swoich wizji, bo sama zwątpiłam w nie i uwierzyłam wiele razy, i dobrze znam wszystkie czynniki i argumenty. Pozwala mi docenić, jak bardzo chcę.
Mimo to - nie lubię się bać. Kto lubi? Taki przyszłościowy lęk o swój los nigdy nie jest miłym gościem. Jest pełnia księżyca, a ty też starasz się wierzyć w nowy dzień. Nawet w te noce, gdy wszystko wygląda groźnie, niejasno i niepewnie. Dionizyjsko. Chaos i ład, splecione w uścisku wokół pęknięcia nierzeczywistej ponowoczesności.
wtorek, 15 września 2009
Czasem zdarzają się dni, których sens wyjaśnia się o wiele później. Dzisiaj jest jeden z takich dni.
Zdaję się na instynkt, bo nie mam wyboru. Ci, którzy chcą kontrolować wszystko, mają tylko namiastkę życia. Przyjmuję sytuację taką, jaką jest. Płaczę, gotuję, śpiewam, śpię; staram się – słuchając siebie – sobie zaufać. Zaufać, że to ma sens.
Że prędzej czy później zrozumiem :) .
Zdaję się na instynkt, bo nie mam wyboru. Ci, którzy chcą kontrolować wszystko, mają tylko namiastkę życia. Przyjmuję sytuację taką, jaką jest. Płaczę, gotuję, śpiewam, śpię; staram się – słuchając siebie – sobie zaufać. Zaufać, że to ma sens.
Że prędzej czy później zrozumiem :) .
wtorek, 8 września 2009
porządki
Wakacje, wakacje, trochę wolnego czasu na oliwienie maszyn. Brzmi dziwnie, prawda? to moja mała metafora. Mam na myśli wszystkie czynności, które ułatwią mi życie później. Choćby sprzątanie w moim lubelskim pokoju, który od czasu mojego wyjazdu spełniał rolę mauzoleum klasy maturalnej. Przy okazji przeprowadzki przeczesałam też swój poznański dobytek. Niestety, jestem typem zbieraczki; od czasu do czasu konieczna staje się konkretna akcja "Wyrzucanie".
Być może zabrzmi to szorstko, ale analogiczne działanie odnosi się do ludzi. Uświadomiłam sobie ostatnio, że szereg moich znajomości funkcjonuje tylko dlatego, że ja się o to staram. Dzwonię, piszę, zapraszam, przypominam, wykonuję gesty. I chyba najwyższy czas pozwolić na naturalną selekcję. Pozwolić im odejść. Odciąć się.
Jest to dla mnie przykre. Przyjaźnie, kontakty z innymi ludźmi, dają mi bardzo dużo. Cenię sobie więzi z przeszłości, wspólne wspomnienia. Ponadto potrzebuję towarzystwa, rozmowy, czasem rozproszenia, czegoś, co odciągnie mnie od ponurych nieraz myśli. Potrzebuję stymulacji intelektualnej. Interakcji. Inspiracji.
Pytanie brzmi - jakim kosztem. Być może łatwiej mi dawać niż brać. Być może to kwestia samooceny. Być może znajomi z Lublina nie rozumieją, jak to jest - wyjechać, a ci z Poznania - jak to jest być daleko od domu. Być może istnieje szereg czynników, które doprowadzają mnie do takich sytuacji; zapewne działa jakiś przyjmowany przeze mnie wzorzec zachowania, w związku z którym biegam za ludźmi, dzwonię do nich, potrzebuję ich, podczas gdy ja im nie jestem do szczęścia potrzebna.
Niezależnie od czynników i przyczyn, muszę przyjąć sytuację taką, jaka jest. Są osoby, które doceniają moje towarzystwo, które stać na zaangażowanie; dają tyle, ile biorą. Och, nie mierzę tego; jak można wymierzyć przyjaźń? Czasem ktoś potrzebuje, a ty dajesz; czasem odwrotnie. Zaczynam wymierzać, gdy stan nierównowagi na moją niekorzyść staje się regułą. Trochę przykre.
Sprzątam. Robię miejsce na Nowe.
Być może zabrzmi to szorstko, ale analogiczne działanie odnosi się do ludzi. Uświadomiłam sobie ostatnio, że szereg moich znajomości funkcjonuje tylko dlatego, że ja się o to staram. Dzwonię, piszę, zapraszam, przypominam, wykonuję gesty. I chyba najwyższy czas pozwolić na naturalną selekcję. Pozwolić im odejść. Odciąć się.
Jest to dla mnie przykre. Przyjaźnie, kontakty z innymi ludźmi, dają mi bardzo dużo. Cenię sobie więzi z przeszłości, wspólne wspomnienia. Ponadto potrzebuję towarzystwa, rozmowy, czasem rozproszenia, czegoś, co odciągnie mnie od ponurych nieraz myśli. Potrzebuję stymulacji intelektualnej. Interakcji. Inspiracji.
Pytanie brzmi - jakim kosztem. Być może łatwiej mi dawać niż brać. Być może to kwestia samooceny. Być może znajomi z Lublina nie rozumieją, jak to jest - wyjechać, a ci z Poznania - jak to jest być daleko od domu. Być może istnieje szereg czynników, które doprowadzają mnie do takich sytuacji; zapewne działa jakiś przyjmowany przeze mnie wzorzec zachowania, w związku z którym biegam za ludźmi, dzwonię do nich, potrzebuję ich, podczas gdy ja im nie jestem do szczęścia potrzebna.
Niezależnie od czynników i przyczyn, muszę przyjąć sytuację taką, jaka jest. Są osoby, które doceniają moje towarzystwo, które stać na zaangażowanie; dają tyle, ile biorą. Och, nie mierzę tego; jak można wymierzyć przyjaźń? Czasem ktoś potrzebuje, a ty dajesz; czasem odwrotnie. Zaczynam wymierzać, gdy stan nierównowagi na moją niekorzyść staje się regułą. Trochę przykre.
Sprzątam. Robię miejsce na Nowe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)